Łukasz "Lukem" Wójcik

Lukem.net nie jest już aktualizowany. Przeczytaj ostatni wpis »

Rok 2008 w pigułce

26.12.2008, 21:52 Różne

Wpisując się w starą świecką tradycję podsumowywania minionego roku, postanowiłem i ja napisać parę słów od siebie na ten temat. Nie będzie to jednak typowe wyliczanie tego, co się było, lecz subiektywny przegląd wydarzeń, które faktycznie zwróciły moja uwagę, zarówno w kontekście internetu, jak i własnego życia.

W kilku zdaniach – był to rok zmian. Pominę tu przenosiny bloga i redesigny, chodzi o raczej o zmiany mentalne. Po raz kolejny byłem blisko całkowitej rezygnacji z całej tej zabawy zwanej blogowaniem. Jednak z biegiem czasu przewartościowałem niektóre sprawy i traktuję bloga bardziej jak dodatek, a nie oś mojego internetowego ego.

Ciągnąc temat blogosfery – nagminnie zdarzały (i nadal zdarzają) się sytuacje, gdy o jednym wydarzeniu rozpisywali się prawie wszyscy blogerzy w moim czytniku RSS. W ramach protestu przeciwko takiemu stanowi rzeczy nauczyłem się selekcjonować trafiające do mnie informacje i pisać o tym, co faktycznie wzbudza moje zainteresowanie – nawet kosztem milczenia na wiele “głośnych” tematów. W ten sposób strzelam w stopę swoim statystykom, ale za to nie uczestniczę w informacyjnym wyścigu szczurów i piszę wtedy, kiedy naprawdę chcę coś przekazać. Nie mam zacięcia dziennikarskiego, ale dla czytelników może to i lepiej – mam ambicję tworzyć treść (nie znoszę słowa “content”), która nie jest zmieloną na szybko papką ciągniętą z popularnych serwisów informacyjnych.

W 2008 r. mój blog praktycznie przestał być osobisty. Obecne “osobiste” wpisy to cień tego, co było kiedyś. I tak raczej zostanie, bo tak naprawdę nie mam już motywacji do pisania na tematy stricte personalne.

Tyle spraw formalnych, przejdźmy do rzeczy. Oto jak wyglądał rok 2008 przez pryzmat mojego blogowania.

Styczeń

Rok 2008 zaczynam w zupełnie nowym miejscu i pod nowym adresem, a konkretnie na Joggerze. W międzyczasie na naszej-klasie wybucha panika na wieść o “wirusie” Genesis Gallardo, a mój wpis, leżący wówczas na pierwszym miejscu w Google na hasło “Genesis Gallardo”, krąży po całym internecie. Trochę jak efekt Wykopu.

W tym samym czasie mamy aferę z Rzecznikiem Praw Ucznia w roli głównej, jednak pomysł zniesienia prac domowych wkrótce umiera śmiercią naturalną. Zresztą rozlegają się głosy, że Krzysztof Olędzki jest rzecznikiem samozwańczym.

Zygfryd wraca do życia pod nową domeną, a ja mam przedostatnią sesję na uczelni. Poza tym zaczytuję się w nowym piśmie dla graczy Second Life.

Luty

Z mojej perspektywy nie dzieje się nic szczególnego, może poza mocnym startem Flakera i otrzymanym (pośrednio) z tej okazji prezentem. Z tych nudów, zamiast gapić się w czytnik RSS, jeżdżę po konferencjach metodycznych i daję upust pisarskim ambicjom, w międzyczasie wspominam stare czatowe czasy. Aha – zaczynam przygodę z Blipem, po to by skończyć ją z niesmakiem pod koniec miesiąca.

Marzec

Wytrwale piszę pracę licencjacką, z przerwą na konferencję informatyczną. Tymczasem pojawia się WordPress 2.5 z nowym wyglądem panelu administracyjnego, a na rynek komórkowy hucznie wchodzi Mobilking.

Kwiecień

Kolejny miesiąc, kiedy więcej robię niż piszę, a jeśli ju piszę, to na potrzeby uczelni. W tym ostatnim temacie jest dość gorąco, dlatego wydarzenia w internecie ewidentnie mi umykają.

Maj

Zaczyna się od redesignu bloga. W internecie pojawia się przeciek dotyczący rzekomego zakazu kryptografii, ale ja nie poddaję się zbiorowej panice. Aha – praca licencjacka skończona i już tylko godziny dzielą mnie od rozpoczęcia ostatniej sesji egzaminacyjnej w kolegium językowym.

Czerwiec

Sesja egzaminacyjna trwa w najlepsze i po wielu godzinach oraz dwóch wycieczkach do Warszawy kończy się sukcesem, dzięki czemu oficjalnie staję się nauczycielem języka angielskiego w stopniu licencjata. Walczę też o zaliczenia na studiach zaocznych, ale ostatecznie i stamtąd wracam z tarczą. A po skończonej sesji zagrywam się w Teeworlds, testuję najnowszą wersję Firefoksa 3. Jednym okiem patrzę na trwające właśnie (okraszone fachowym komentarzem) Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, a drugim wypatruję wersji 8 Gadu-Gadu.

W międzyczasie, po nieudanej próbie przeniesienia wpisów na Joggera, stare archiwum mojego bloga znika z internetu, a wkrótce także z mojego dysku.

Lipiec

Gazeta o Second Life przestaje istnieć, a Last.fm wypuszcza nową szatę graficzną. Piszę pierwszy (i jak dotąd ostatni) artykuł komercyjny i kończę sesję poprawkową na studiach. Poza tym bez kłopotu znajduję pracę w wyuczonym zawodzie.

Sierpień

Leniwa końcówka wakacji. Kończę 22 lata, świętuję Dzień Bloga oraz bawię się kodami kreskowymi. Pierwsza rada pedagogiczna, a właściwie dwie – czyli pracę czas zacząć.

Wrzesień

Mnóstwo osób zaczyna mówić do mnie “proszę pana” albo “panie profesorze” (to drugie raczej żartobliwie), a moja lista kontaktów na naszej-klasie puchnie w niesamowitym tempie. W tym stresującym miesiącu przemyślałem wiele rzeczy i zepchnąłem blog na nieco dalszy plan. Tęsknie wypatruję czerwca 2009, głównie z powodu końca studiów i konieczności wyboru dalszej drogi życiowej.

Z wydarzeń w internecie wychwyciłem jedynie start Blogvertising.pl. Aha, i przeprosiłem się z Google Talk oraz wróciłem na Blipa (w którym można już wyłączyć powiadomienia w komunikatorze – tego mi brakowało).

Pażdziernik

Do obowiązków szkolnych dochodzą mi obowiązki zaocznego studenta – czyli trzeci i ostatni rok administracji. Lekko wstrząśnięty Zeitgeistem, wypatruję oznak Świąt w supermarketach.

Listopad

Praca, praca, praca. Oprócz tego coś tam dłubię w Apeiron Magazine, a w internecie pojawia się beta WordPress 2.7, niosąca za sobą kolejną rewolucyjną zmianę w wyglądzie panelu administracyjnego oraz parę innych nowości. Moje rozczarowanie Joggerem sięga zenitu i z nieocenioną pomocą Livio wracam na WordPress. Resztę czasu poświęcam na zabawę nowym gadżetem – SE K810i.

Grudzień

Dni mijają mi bardzo szybko, choć liczne tygodnie bez weekendu (kiedy po pięciu dniach pracy mam dodatkowo zjazd na uczelni) dają mi się mocno we znaki. W trakcie, gdy pół internetu zakopuje żywcem niejakiego Rafała Rulę, mój blog czeka na gruntowną przebudowę, łącznie z redesignem i przeniesieniem Zygfryda. Patrząc na dwa ostatnie miesiące i porównując je z początkiem roku odnoszę wrażenie, że historia zatacza koło.

Rok 2009…

Mam kilka noworocznych postanowień. Oprócz nowej odsłony bloga gdzieś w styczniu (który przestanie być tylko blogiem, a stanie się hybrydą strony domowej, bloga i portfolio), zredukuję liczbę przedsięwzięć, w których maczam palce, a w konsekwencji także czas spędzany online. W czerwcu zamierzam pomyślnie skończyć studia, a w wakacje wiedzieć już, gdzie będę je kontynuował i czy będę nadal pracował w państwowym sektorze edukacyjnym (docelowo nie). Zarys planów na październik 2009 r. już mam – nie będę się na razie nim dzielił, żeby nie zapeszyć. Mimo wszystko musi się udać.

A ponieważ to mój ostatni wpis w tym roku, życzę wszystkim Czytelnikom wszystkiego najlepszego w 2009 roku. W szczególności optymizmu, cierpliwości i apetytu. ;)

Tagi: , ,

Zobacz także

  • Nie znaleziono wpisów o zbliżonej tematyce. Spokojnie, może niebawem się pojawią. :)

Od 21.08.2009 r. możliwość komentowania wpisów została wyłączona.

Miniblog

  • #PolandwantsJB (2) 19.07.2009 r.

    Drogie Polki i drodzy Polacy. Nie przenoście zwyczajów rodem z blogów Onetu na Twittera. Zamiast bezsensownie spamować międzynarodowy serwis i wyrabiać sobie i innym wątpliwą renomę, napiszcie maile do tych swoich Jonas Brothers albo zwróćcie się do nich bezpośrednio. Dziękuję za uwagę.

  • Egzystencjalne #8 (3) 17.07.2009 r.

    W całej tej wojnie o publiczne media uwiera mnie jeden fakt. W okresie wakacyjnym większość telewizji (prywatne też, ale teraz nie o nich mowa) serwuje powtórki wszystkiego, co im się nawinie pod rękę i jeszcze się nadaje do odtworzenia. Ciekawy jestem dlaczego zamiast płacić abonament, nie można wysłać im kserokopii dowodów wpłat z zeszłego roku.

  • Nowy hosting (5) 12.07.2009 r.

    Od kilkudziesięciu godzin blog jest serwowany z nowego miejsca – Linuxpl.com. Przerwa w działaniu byłaby krótsza gdyby nie OVH i Firefox, które wspólnie odmówiły mi szybkiego odświeżenia i rozpropagowania nowych DNSów. Jednak wszystko wskazuje na to, że operacja się udała, a pacjent (czyt. blog) działa nieco szybciej.